Dolistowo - wakacje 2005

Tak.... Nie będzie to tryskająca humorem relacja. Zwlekałem długo z pisaniem i zamieszczaniem zdjęć, bo myślałem, że trafię jakiś super temat i zrobię fajną aktualizację. Niestety... W tym roku wyraźnie się nie wiedzie. Co pojadę, to pogoda pod psem. Pada, zimno i generalnie jesień. Kilka przebłysków słońca (światła) naturalnie było i starałem się je wykorzystać, ale wówczas, gdy pojawiało się słoneczko, zanikały wszelkie obiekty godne zainteresowania. A tyle wspaniałych dni przepędziłem w pracy. Szkoda. Nie ma się co łamać, passa przecież kiedyś musi przyjść i już czekam z niecierpliwością na wrzesień.

     Opiszę jednak kilka ciekawych rzeczy, które naszły mnie w Dolistowie i okolicach przyległych. Późna wiosna - czerwiec to "uganianie" się za rybitwami białoskrzydłymi, które w tym roku setkami zadomowiły się nad Biebrzą naprzeciwko Nowego Dolistowa. Wspaniałe ptaszki, tylko trochę agresywne, sprawiające z daleka wrażenie roju białych motylków, zwróconego twarzami w stronę słońca i trzepoczącego skrzydełkami w miejscu. Kolonia taka robi naprawdę niezapomniane wrażenie, zwłaszcza, gdy strażnicy próbują cię dziobnąć w głowę. Wędrówki za szczupakami wymuszały niejako wtargnięcie na ich rewiry. Zawsze jednak z należytym szacunkiem starałem się omijać tereny lęgowe.


Później to już sianokosy i praktycznie zanik życia na terenach położonych bliżej wsi. A że woda w tym roku ładnie zeszła z bagien, traktory po rocznej (praktycznie dwuletniej) przerwie, mogły wjechać i wykosić łąki. Niektórzy wjechali aż po same Kopytkowo. O tej porze roku łosi już tu się nie doświadczy. Chyba, że jeden jedyny raz. I taki raz mi się przytrafił. Tyle lat, tyle kilometrów po bagnach i nigdy do tej pory nie spotkałem byka z takimi rogami. Niestety, bliżej podejść się nie dał, może dlatego, że ja nie przypominałem klępy, a łoś musiał być typowo heteroseksualny. Skutek był taki, że popłynął w siną dal, niczym żaglówka wśród sitowia. Ciekawe, jak te łosie to robią, że w dryfie nie ruszają wcale głową. Może był na kółkach. W każdym razie śliczny okaz ze wspaniałym porożem.

     Kilka spotkań z drapieżnikami. Jeden orlik nawet ładnie przeleciał nad moją łódką.

Natomiast najlepszy bielik to ten z najgorszej wichury. Jechałem wówczas na "Cichy" do Dębowa. Pięknie poderwał się przed samochodem, a potem walczył z wiatrem przed moją maską, aż musiałem hamować auto. Usiadł na łące (dwadzieścia metrów ode mnie), a ja rozdygotanymi rękami szukałem aparatu, który spokojnie leżał na półce u Siemionów. Taki niefart. Piękny stary ptak, biały prawie jak amerykański.

     Dla oddania klimatów wakacyjnych, których zbyt wiele nie miałem, załączam kilka zachodo-wschodów słońca

oraz kilka fotek innych żyjątek zamieszkujących gromadnie Dolinę Biebrzy.


Jak bardzo brakowało mi tematów niech świadczy o tym fakt doklejenia jednego zdjęcia z zupełnie innych stron. Ale może dlatego, że ma pewną część wspólną. Jest ptak i na dodatek z rybą.

. Ach i jeszcze krowa, która od picia biebrzańskiej wody zaczyna brązowieć, a znam ją i wiem, że kiedyś była biała.

Tak naprawdę to wreszcie słońce zagrało.
Jest również miejsce dla ludzi, nierozerwalnie związanych z rzeką , no... ta pani wręcz w tej rzece funkcjonuje.

Był więc i taki dzień, a ja już zapomniałem. Pozdrawiam wszystkich Dolistowiaków, którzy przez te dni mieli dla mnie cierpliwość i znosili moje grymasy związane z pogodą. Ostatecznie nie było wcale tak źle - trzasnąłem kilkanaście linów i pięknego ponad półtorakilowego jazia (ach ta "Kuchenka"!!!). Żebym miał choć jeden taki dzień jak dzisiejszy.

     No i koniecznie trzeba wspomnieć o polityce. Otóż okazało się, że Via Baltica wcale nie jest przesądzona. Parlamentarzyści z Europy, którzy teraz uznają bagna za swoje, zaczęli kręcić nosem na takie dictum jak trasa przez Białystok ( i co Panie Wiceministrze?). A co za tym idzie, może Via Baltica wcale nie przetnie bagien na wysokości Sztabina. A rysie już płyną z tamtej strony ( widziano jednego) i oby płynęło stworzenia jak najwięcej. Marzy mi się zwierzęca Via Baltica, z samych zwierząt, dumnie kroczących z północy na południe. W każdym razie decyzji dalej nie ma i kto wie, czy nie będzie wariantu Ostrołęcko-Łomżyńskiego. Może czas na MOCNY głos tych, którzy do ochrony Bagien zostali powołani, a więc decydentów z Biebrzańskiego Parku Narodowego?! Ja póki co spadam do pracy. Koniec leniuchowania.