Tak.... Nie będzie to tryskająca humorem relacja. Zwlekałem długo z pisaniem i zamieszczaniem zdjęć,
bo myślałem, że trafię jakiś super temat i zrobię fajną aktualizację. Niestety...
W tym roku wyraźnie się nie wiedzie. Co pojadę, to pogoda pod psem. Pada, zimno i generalnie jesień.
Kilka przebłysków słońca (światła) naturalnie było i starałem się je wykorzystać, ale wówczas,
gdy pojawiało się słoneczko, zanikały wszelkie obiekty godne zainteresowania.
A tyle wspaniałych dni przepędziłem w pracy. Szkoda. Nie ma się co łamać, passa przecież kiedyś musi
przyjść i już czekam z niecierpliwością na wrzesień.
Opiszę jednak kilka ciekawych rzeczy, które naszły mnie w Dolistowie
i okolicach przyległych. Późna wiosna - czerwiec to "uganianie" się za rybitwami białoskrzydłymi,
które w tym roku setkami zadomowiły się nad Biebrzą naprzeciwko Nowego Dolistowa.
Wspaniałe ptaszki, tylko trochę agresywne, sprawiające z daleka wrażenie roju białych motylków,
zwróconego twarzami w stronę słońca i trzepoczącego skrzydełkami w miejscu. Kolonia taka robi
naprawdę niezapomniane wrażenie, zwłaszcza, gdy strażnicy próbują cię dziobnąć w głowę.
Wędrówki za szczupakami wymuszały niejako wtargnięcie na ich rewiry. Zawsze jednak
z należytym szacunkiem starałem się omijać tereny lęgowe.

Później to już sianokosy
i praktycznie zanik życia na terenach położonych bliżej wsi. A że woda w tym roku ładnie zeszła
z bagien, traktory po rocznej (praktycznie dwuletniej) przerwie, mogły wjechać i wykosić łąki.
Niektórzy wjechali aż po same Kopytkowo. O tej porze roku łosi już tu się nie doświadczy.
Chyba, że jeden jedyny raz. I taki raz mi się przytrafił. Tyle lat, tyle kilometrów po bagnach
i nigdy do tej pory nie spotkałem byka z takimi rogami. Niestety, bliżej podejść się nie dał,
może dlatego, że ja nie przypominałem klępy, a łoś musiał być typowo heteroseksualny. Skutek był
taki, że popłynął w siną dal, niczym żaglówka wśród sitowia. Ciekawe, jak te łosie to robią,
że w dryfie nie ruszają wcale głową. Może był na kółkach. W każdym razie śliczny okaz ze wspaniałym
porożem.

Kilka spotkań z drapieżnikami. Jeden orlik nawet ładnie przeleciał
nad moją łódką.

Natomiast najlepszy bielik to ten z najgorszej wichury. Jechałem wówczas na
"Cichy" do Dębowa. Pięknie poderwał się przed samochodem, a potem walczył z wiatrem przed moją
maską, aż musiałem hamować auto. Usiadł na łące (dwadzieścia metrów ode mnie), a ja rozdygotanymi
rękami szukałem aparatu, który spokojnie leżał na półce u Siemionów. Taki niefart. Piękny stary
ptak, biały prawie jak amerykański.
Dla oddania klimatów wakacyjnych, których zbyt wiele nie miałem,
załączam kilka zachodo-wschodów słońca

oraz kilka fotek innych żyjątek
zamieszkujących gromadnie Dolinę Biebrzy.


Jak bardzo brakowało mi tematów niech świadczy o tym fakt doklejenia jednego zdjęcia z zupełnie innych stron.
Ale może dlatego, że ma pewną część wspólną. Jest ptak i na dodatek z rybą.

. Ach i jeszcze
krowa, która od picia biebrzańskiej wody zaczyna brązowieć, a znam ją i wiem, że kiedyś była biała.

Tak naprawdę to wreszcie słońce zagrało.
Jest również miejsce dla ludzi, nierozerwalnie
związanych z rzeką , no... ta pani wręcz w tej rzece funkcjonuje.

Był więc i taki dzień,
a ja już zapomniałem. Pozdrawiam wszystkich Dolistowiaków, którzy przez te dni mieli dla mnie
cierpliwość i znosili moje grymasy związane z pogodą. Ostatecznie nie było wcale tak źle -
trzasnąłem kilkanaście linów i pięknego ponad półtorakilowego jazia (ach ta "Kuchenka"!!!).
Żebym miał choć jeden taki dzień jak dzisiejszy.
No i koniecznie trzeba wspomnieć o polityce. Otóż okazało się,
że Via Baltica wcale nie jest przesądzona. Parlamentarzyści z Europy, którzy teraz uznają bagna
za swoje, zaczęli kręcić nosem na takie dictum jak trasa przez Białystok ( i co Panie Wiceministrze?).
A co za tym idzie, może Via Baltica wcale nie przetnie bagien na wysokości Sztabina.
A rysie już płyną z tamtej strony ( widziano jednego) i oby płynęło stworzenia jak najwięcej.
Marzy mi się zwierzęca Via Baltica, z samych zwierząt, dumnie kroczących z północy na południe.
W każdym razie decyzji dalej nie ma i kto wie, czy nie będzie wariantu Ostrołęcko-Łomżyńskiego.
Może czas na MOCNY głos tych, którzy do ochrony Bagien zostali powołani, a więc decydentów
z Biebrzańskiego Parku Narodowego?! Ja póki co spadam do pracy. Koniec leniuchowania.